O izolacji

Kwarantanna to ciężki i wymagający czas dla wszystkich. Nie dla każdego od razu… na przykład dla mnie, na początku był oderwaniem się od rutyny i złapaniem oddechu oraz spędzaniem czasu z dziećmi, bo ja łatwiej mogłam zrezygnować z aktywności zawodowej, a nie każdy ma taką możliwość. Podziwiam wszystkich tych rodziców, którzy pracowali i odrabiali szkolne obowiązki z dziećmi jednocześnie. Kłaniam się do stóp.

Natomiast i dla mnie teraz nadszedł czas, gdy wyraźnie czuję zmniejszanie się mojej strefy komfortu. Do tej pory uważałam, że to mało sympatyczny wirus. I że warto unikać ludzi, przebywania w ich pobliżu i ograniczanie wyjść. natomiast gdy ostatnio na osiedle wjechały syreny, a przed Lidlem pojawiała się gigantyczna kolejka, bo w środku może być akurat tylko 18 osób poczułam niepokój. I tak to Jędrek teraz robi gigantyczne zakupy, a ja organizuję zakwas do wypieku chleba;P

Mam też wśród swoich znajomych osoby pracujące w szpitalu czy straży pożarnej czy policji… i myślę teraz o nich i o ich rodzinach gorąco. Wpłacam datki na wsparcie dla nich. Bo oni mają nas utrzymać w zdrowiu, a do tego celu sami muszą być zdrowi. Niezwykle ich szanuję. Teraz bardziej niż zwykle. Teraz w moich oczach są bohaterami.

Natomiast nie byłabym sobą gdybym nie wyciągnęła z tego własnej lekcji. Bo nie ma co z życia robić dramatu (to ulubione zdanie Dagmary Skalskiej, której nie jestem jakąś wielką fanką, natomiast są u niej przesłania, które do mnie trafiają). Ja teraz niezwykle doceniam relację, która się buduje między mną, a dziećmi. Gdy nasza relacja nie ogranicza się do czasu po żłobku, przedszkolu i szkole ale razem uczymy się i doświadczamy. Wcześniej, zanim zaczęłam pracę byłam tym zmęczona, nudzona chyba nawet byciem z dziećmi. To w pracy obudziła się we mnie cała wena, która sprawiła, że wykorzystałam to wszystko co we mnie jest i co uważam za rewelacyjnym sposobem na rozwój dziecka ALE…. energii wystarczyło mi głównie na dzieci, z którymi warsztatowałam. A ta przerwa sprawiła, że płynnie wdrożyłam to w życie moich dzieci:) I teraz już tak będzie. BO nie da się w tym samym czasie wdrażać projektów wszędzie. Organizować wszystkiego wszędzie. Tak jak jestem wdzięczna najpierw za rutynę rodzinną, by rozkwitnąć w pracy, tak dziękuję za przerwę w pracy, by to co się z niej zrodziło i jest dobre przekazać na mój rodzinny grunt.

To trochę pokręcone ale przy okazji tej sytuacji nasze życie zwalnia…. nasze myśli zwalniają… łapiemy dystans do tego co jednak nie jest tak ważne jak nam się do tej pory wydawało…. a widzimy wyraźnie co faktycznie jest ważne. Jak ważne są nasze najbliższe relacje. jak ważny jest spokój w głowie i sercu. Jak niepotrzebnie biegniemy na codzień. Bo więcej mieć wcale nie znaczy więcej móc.

Mam wręcz poczucie, że w moim przypadku ta przerwa wpadła dokładnie kiedy tego potrzebowałam by pewne ścieżki i wybory skorygować i spojrzeć na wszystko z góry i powiedzieć…. WOW ALE TO JEST PIĘKNE…. wcale nie muszę ani nie potrzebuje więcej. Jest dokładnie tak jak ma być.

Dziękuję za tę lekcję! Pewnie z czasem wyciągnę ich więcej i każdy z Was swoją. Ta jest moja. Chętnie posłucham, co się w Twojej głowie dzieje;)

Miłego dnia!;)

Olo.